sobota, 16 lipca 2016

Free Press (tłumaczenie)

Hollywood Vampires zasalutują gwiazdom rocka w DTE
Brian McCollum
Detroit Free Press Pop Music Critic

To dynamiczna supergrupa, która składa honor poległym supergwiazdom.

Hollywood Vampires, zbiór muzyków, któremu przewodzą Alice Cooper, Joe Perry i aktor-gitarzysta Johnny Depp, zaczerpnęli swoją nazwę od rock'n'rollowego koła przyjaciół, którzy spotykali się nocami i upijali rozpustnie w L.A w latach siedemdziesiątych - temu zgromadzeniu dumnie przewodził Alice Cooper. 

Istniejący od dwóch lat zespół wydał we wrześniu pełną gościnnych występów, ciężką płytę z coverami, którą składają hołd takim rockowcom jak Keith Moon, John Lennon, John Bonham i Marc Bolan. Ten materiał zostanie wykonany w niedzielę w DTE Energy Music Theatre, razem z dodatkowymi utworami honorującymi twórczość niedawno zmarłych Davida Bowiego i Lemmy'ego Kilmistera. W skład Wampirów tego lata wchodzą również Robert DeLeo (Stone Temple Pilots) i Matt Sorum (Guns N' Roses).

Grupa zadebiutowała zeszłej jesieni koncertem w Roxy Theatre, niedługo później zagrali w Brazylii na festiwalu Rock in Rio, ale po raz pierwszy świat mógł usłyszeć próbkę ich koncertowych możliwości w lutym podczas rozdania nagród Grammy, gdzie wykonali między innymi Ace of Spades w hołdzie Kilmisterowi. 

Zespół wrócił na pierwsze strony gazet w tym tygodniu, po tym jak Perry zasłabł podczas koncertu w Nowym Jorku i trafił do szpitala. Po początkowych obawach pojawiły się informacje o poprawie jego stanu, od poniedziałku trasa jest kontynuowana bez niego. Możliwym jest, że wróci do akcji akurat na koncert w DTE.

Cooper rozmawiał z Free Press przed incydentem z Perrym, mówił o misji zespołu, o honorowaniu rockowych bohaterów i o gitarowych improwizacjach Deppa. 

Q: Co chcieliście osiągnąć oddając się temu projektowi? 
A:  Każdy z nas zaczynał w barowym zespole. Każdy zaczynał od grania coverów. Powiedziałem, że byłoby świetnie, gdybyśmy oddali hołd naszym martwym przyjaciołom, którzy lubili sobie wypić. Tym, z którymi kiedyś piliśmy -  Jimowi Morrisonowi i Jimiemu Hendrixowi, Johnowi Lennonowi i Keithowi Moonowi. To stało się motywem przewodnim pierwszej płyty - staliśmy się barowym zespołem i wybieraliśmy piosenki, które chcieliśmy dla nich zagrać. Kiedy graliśmy w Roxy, a potem na Rock in Rio, tym właśnie był nasz występ. Byliśmy wspaniałym barowym zespołem. Naprawdę, tak właśnie na to patrzymy: wychodzimy na scenę i gramy te wszystkie świetne piosenki w hołdzie naszym przyjaciołom. To naprawdę cholernie dobry zespół. (Śmieje się) 

Q:  Czy wasze występy ograniczają się jedynie do piosenek, które znalazły się na płycie? 
A: Bowie zmarł, więc na pewno będziemy grać jego utwory. Nie wiem, czy sięgniemy po materiał Prince'a. Nie znałem go zbyt dobrze. Poza tym to zupełnie inny rodzaj muzyki, chyba, że przerobimy jakiś jego utwór na swoją modłę - to jest całkiem możliwe. I z całą pewnością będziemy grać Ace of Spades dla Lemmy'ego. Mamy nadzieję, że nikt już więcej nie umrze, bo nie chcemy uczyć się kolejnych piosenek! Śmierć tych ludzi to najgorsza rzecz na świecie. Nie chcę się uczyć tych piosenek, bo nie chcę, by umierali. Ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest to by Wampiry grali jedną z twoich piosenek. To zły znak. 

Q: Czy jakieś utwory są większym wyzwaniem wokalnym niż pozostałe? Śpiewasz piosenki Led Zeppelin. 
A: Tak, ale nie jest trudno, bo przekształcamy utwór tak, by pasował do mojego stylu. Alice Cooper ma rockowy głos, więc mogę dobrze zaśpiewać utwory Johna Lennona i T. Rexa. Jima Morrisona i Jimiego Hendrixa. Dostosowuję się do nosowych brzmień, ale nadal śpiewam to jak Alice Cooper. Próbujemy nie odbiegać zbytnio od oryginalnych aranżacji. Możemy rozciągnąć gitarową solówkę, żeby Johnny i Joe mogli grać na zmianę. Poza tym nigdy wiemy, kto pojawi się na scenie i z nami zagra. Dołączył do nas Tom Morello, więc wydłużaliśmy piosenkę, żeby każdy mógł zagrać własną solówkę. Kiedy masz na scenie takiego gościa, musisz pozwolić mu pograć nieco dłużej. 

Q: Jestem pewien, że jeśli Kid Rock będzie w okolicy, możecie się go spodziewać. Mieszka niedaleko areny. 
A: Z wielką chęcią ugoszczę Kida. Pasuje jak dodatkowy palec w rękawiczce. 

Q: Pewnie jest wam ciężko zebrać się razem w tym samym czasie - zwłaszcza Johnny'emu Deppowi. 
A: Musiał wcześniej zarezerwować sobie te terminy. W zeszłym roku padło hasło, że jedziemy w trasę, uznałem, że zagramy cztery albo pięć koncertów. Potem zerknąłem w plan i zobaczyłem, że czeka nas dwadzieścia pięć występów. Jak Johnny znajdzie tyle wolnego czasu? Jak Joe wyrwie się na tak długi okres z Aerosmith? Shep Gordon, planując trasę, wiedział, że najpierw trzeba będzie ustalić terminy z Johnnym, bo na planie trzeba pracować codziennie. Świetnie się przy tym bawiliśmy. Mimo iż każdy ma swoje ego, nie można tego odczuć. Nie ma samca alfa, który mówi: "Dobra, jestem tu liderem, zrobimy to, zrobimy tamto." Wszyscy patrzą na siebie i pytają: "Co chcesz zrobić?" Nikt nie chodzi jak sierota - wszyscy są na tyle pewni siebie, że wiedzą, iż poradzą sobie z każdym materiałem.

Q: I Johnny Depp pasuje do tego miksu?
A: Po pierwsze, Joe Perry bierze lekcje gry u Johnny'ego. Nie żartuję. Joe zobaczył, jak Johnny grał w filmie Czekolada. To był cygański jazz Django Reinhardta. Normalnie każdy inny aktor tylko by udawał, a grałby profesjonalny gitarzysta. Ale tam naprawdę gra Johnny. Joe Perry powiedział: "Jaja sobie robisz? Wiesz, jakie to trudne?" Zaraz dodał: "Pokaż mi, jak to się robi." Joe bez ogródek powie ci "Biorę lekcje gry u Johnny'ego". 
Johnny grał z każdym - Guns N’ Roses, Aerosmith. Mógłby nawet zagrać ze Stonesami. Grał z McCartneyem. Nie denerwuje się na scenie. Wychodzi na nią, bo wie, że potrafi grać. 

Q: Ma też rock'n'rollowy temperament. 
A: Był rockowcem, zanim został aktorem, więc zawsze miał tę pewność siebie. To, że jest Johnnym Deppem, w niczym tu nie przeszkadza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga