Johnny'ego "poznałam" w 1989 roku, więc można powiedzieć, że jestem weteranką. Koszmar z Ulicy Wiązów na kasecie video obejrzany razem z siostrą rozbudził moją miłość do tego przystojnego młodzieńca. Latami kupowałam zachodnią prasę, byle uzbierać jakieś plakaty i artykuły. Rozpowszechnienie internetu było moim zbawieniem, w końcu mogłam śledzić jego dokonania, oczywiście na zagranicznych stronach. Godzinami siedziałam ze słownikiem na kolanach, a to angielskim, a to niemieckim. Ale wiedziałam wszystko, byłam na bieżąco. Niemal w tym samym czasie zostaliśmy rodzicami (mój syn urodził się pół roku przed jego córką), czułam więc między nami pewną duchową więź. Cieszyłam się jego sukcesami i smuciłam porażkami. Zwłaszcza ostatnie lata nie były łatwe, ale teraz patrzę, jak z powrotem się podnosi. W dniu jego urodzin chcę mu życzyć, by wrócił na należne jemu miejsce na szczycie i wygrał tę sądową batalię z tą okropną kobietą. Cały czas trzymam za niego kciuki i oczywiście regularnie śledzę tego bloga. Dobrze, że istnieje takie miejsce, w którym zebrane są wszystkie nowości i zdjęcia, człowiek nie musi skakać po tych wszystkich stronach i szukać. Wszystkiego najlepszego, Johnny!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz