Witaj Marion. Kilka dni temu trafiłam na Twojego bloga. Dziękuję, że to robisz. Fajnie, że tak wiele informacji i co można mieć o Johnnym w jednym miejscu. Dziękuję za to, że o nim piszesz, że możemy się dowiedzieć czegoś więcej o wnętrzu naszego Bohatera. Życzę Ci powodzenia w nowym roku, miej nadal zapał twórczy do prowadzenia tego bloga i oby ten nadchodzący czas był dla nas Wszystkich lepszy.
Dziękuję serdecznie. Bardzo mnie cieszą takie komentarze, bo to naprawdę przyjemne uczucie, gdy ktoś docenia to, co robisz. Sam fakt, że komuś się to przydaje i ktoś czerpie z tego przyjemność, jest naprawdę niesamowity. Szczególnie miłe są komentarze odnośnie tłumaczeń artykułów (których niestety jest ostatnio bardzo niewiele), bo nie ukrywam, że to dosyć czasochłonne i czasami trudne zadanie. Nie są to teksty idealne, czasem sama się nieco krzywię, gdy po jakimś czasie czytam to, co przetłumaczyłam, bo nie wszystko brzmi najlepiej, ale robię, co mogę i cieszę się, że ktoś to docenia.
Właśnie mialam napisane o tych tlumaczeniach ze to wazne co robisz bo nie kazdy zna na tyle angielski. Ja dzieki Johnnemu zapisalam sie na kurs intensywny aby podszlifować jezyk. Serio:) Nie chcialam we wczesniejszym poscie się tak rozpisywać. Ale odezwe sie do Ciebie na maila. Pozdrowienia serdeczne :)
Ja dzięki Johnny'emu nauczyłam się tego języka. To znaczy uczyłam się go w szkole (mam tu na myśli trzy lata podstawówki i gimnazjum), ale no cóż, poziom był tam niezbyt wysoki. Chciałam dowiedzieć się więcej o Johnnym, ale te najciekawsze artykuły były po angielsku, więc siedziałam ze słownikiem na kolanach i tak sobie je tłumaczyłam sama dla siebie. Potem trafiłam na pewnego polskiego bloga o Deppie, zgadałam się z jego założycielką i po pewnym czasie stałam się jego współautorką. Moim zadaniem było właśnie tłumaczenie artykułów. Na początku praktycznie co chwila zaglądałam do słowniku, ale potem już go nie potrzebowałam, co zaowocowało tym, że w liceum była na tak wysokim poziomie z angielskiego, że mój nauczyciel nie mógł wyjść z podziwu (w LO uczył mnie ten sam człowiek, który przez dwa lata uczył mnie w gimnazjum). A potem założycielka bloga (jakiś czas po przeniesieniu go z Onetu na Blogspot) zrezygnowała z jego prowadzenia i tak już od ośmiu lat bodajże (lub dziewięciu, pamięć mnie trochę zawodzi)prowadzę go sama.
Witaj Marion. Kilka dni temu trafiłam na Twojego bloga. Dziękuję, że to robisz. Fajnie, że tak wiele informacji i co można mieć o Johnnym w jednym miejscu. Dziękuję za to, że o nim piszesz, że możemy się dowiedzieć czegoś więcej o wnętrzu naszego Bohatera. Życzę Ci powodzenia w nowym roku, miej nadal zapał twórczy do prowadzenia tego bloga i oby ten nadchodzący czas był dla nas Wszystkich lepszy.
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie. Bardzo mnie cieszą takie komentarze, bo to naprawdę przyjemne uczucie, gdy ktoś docenia to, co robisz. Sam fakt, że komuś się to przydaje i ktoś czerpie z tego przyjemność, jest naprawdę niesamowity. Szczególnie miłe są komentarze odnośnie tłumaczeń artykułów (których niestety jest ostatnio bardzo niewiele), bo nie ukrywam, że to dosyć czasochłonne i czasami trudne zadanie. Nie są to teksty idealne, czasem sama się nieco krzywię, gdy po jakimś czasie czytam to, co przetłumaczyłam, bo nie wszystko brzmi najlepiej, ale robię, co mogę i cieszę się, że ktoś to docenia.
UsuńWłaśnie mialam napisane o tych tlumaczeniach ze to wazne co robisz bo nie kazdy zna na tyle angielski. Ja dzieki Johnnemu zapisalam sie na kurs intensywny aby podszlifować jezyk. Serio:) Nie chcialam we wczesniejszym poscie się tak rozpisywać. Ale odezwe sie do Ciebie na maila. Pozdrowienia serdeczne :)
OdpowiedzUsuńJa dzięki Johnny'emu nauczyłam się tego języka. To znaczy uczyłam się go w szkole (mam tu na myśli trzy lata podstawówki i gimnazjum), ale no cóż, poziom był tam niezbyt wysoki. Chciałam dowiedzieć się więcej o Johnnym, ale te najciekawsze artykuły były po angielsku, więc siedziałam ze słownikiem na kolanach i tak sobie je tłumaczyłam sama dla siebie. Potem trafiłam na pewnego polskiego bloga o Deppie, zgadałam się z jego założycielką i po pewnym czasie stałam się jego współautorką. Moim zadaniem było właśnie tłumaczenie artykułów. Na początku praktycznie co chwila zaglądałam do słowniku, ale potem już go nie potrzebowałam, co zaowocowało tym, że w liceum była na tak wysokim poziomie z angielskiego, że mój nauczyciel nie mógł wyjść z podziwu (w LO uczył mnie ten sam człowiek, który przez dwa lata uczył mnie w gimnazjum). A potem założycielka bloga (jakiś czas po przeniesieniu go z Onetu na Blogspot) zrezygnowała z jego prowadzenia i tak już od ośmiu lat bodajże (lub dziewięciu, pamięć mnie trochę zawodzi)prowadzę go sama.
Usuń